Archiwum kategorii ‘Oszuści na Sympatii’

Nie chcę Was drażnić. Ani dodawać nadziei. Zdaję sobie sprawę, że większość Waszych kontaktów z “Rosjankami” (które nie są Rosjankami) to faktycznie próby oszustwa i wyłudzenia pieniędzy. Nie mogę się jednak uwolnić od obaw, że czytając wszystkie komentarze oszukanych, możecie uznać, iż każda rozmówczyni ze wschodnich krajów chce Was naciągnąć i wykorzystać. A tak z pewnością nie jest.

Mam w Polsce wielu znajomych z Ukrainy, Białorusi i Litwy. Z niektórymi spotykam się regularnie, z innymi rzadko. Znam ich. Pracują, studiują, oddają się działalności społecznej, artystycznej, aktywnie udzielają się politycznie na rzecz demokratyzacji. Są mądrymi i dobrymi ludźmi. Wśród nich jest też kilka kobiet, pełnych pasji, zaangażowania i bez wątpienia – promieniejących urodą oraz inteligencją.

Sympatia i Ty - Demotki - Stereotypy

Zaczerpnięte z serwisu: Demotki.pl

Czy rzeczywiście każda…?

Kiedy więc co pewien czas na blogu pojawiają się komentarze niejednoznaczne, budzące niepewność, czy rzeczywiście rozmawialiście z oszustem podającym się za “Rosjankę”, czy z prawdziwą osobą – przypominam sobie o moich znajomych i… mam poczucie winy. Dlaczego? Ponieważ nastroje osób oszukanych, do których większość z Was należy, z reguły radykalizują się po zrozumieniu, że ktoś Was wykorzystał. Nierzadko nie akceptuję lub zdecydowanie moderuję komentarze wyrażające zbyt wiele negatywnych emocji względem naszych wschodnich sąsiadów. I choć rozumiem Waszą reakcję, wciąż obawiam się, ile szkody może narobić wytworzone w takich warunkach przekonanie, że “każda dziewczyna ze Wschodu chce kogoś oszukać” (wierny cytat z jednej z niezaakceptowanych przeze mnie wypowiedzi).

Poparcie pełne obaw?

Czuję się nieswojo, gdy wspominam o blogu wśród moich znajomych ze Wschodu. Wiem, że rozumieją, dlaczego go prowadzę. I często akcentują swoje poparcie dla tej inicjatywy. Ale wiem też, że w głębi serca mogą się obawiać nietolerancyjnych zachowań względem nich (jako obcokrajowców), nieuzasadnionych podejrzeń, rodzących się lub istniejących już stereotypów. Jak temu zaradzić? Nie wiem… Rzadko można w takich sprawach znaleźć właściwe rozwiązanie.

Sympatia i Ty Demotywatory.pl Pewność siebie

Zaczerpnięte z serwisu: Demotywatory.pl

Warto mieć wątpliwości

Dlatego zachęcam Was do tego, byście zawsze mieli wątpliwości. Tak względem osób, które proponują Wam przez internet wyjątkowo korzystną transakcję, tak wobec “zakochanych bez pamięci Rosjanek“, które szybko proszą o pieniądze – jak też względem samych siebie. Jeżeli widzicie, że mechanizm oszustwa w całości lub najważniejszych jego elementach powtarza się, bądźcie wyjątkowo ostrożni i nie wysyłajcie nikomu pieniędzy. To najlepszy sprawdzian prawdomówności. Tak sądzę. Jeśli jednak korespondencja wyraźnie odbiega od dotychczasowych form działania oszustów – także zachowując ostrożność i nie wysyłając pieniędzy, pozwólcie czasowi zweryfikować, z kim naprawdę macie do czynienia.

Nie ma prostych odpowiedzi

Życie nie jest proste. Relacje międzyludzkie tym bardziej. Warto więc przyglądać się innym i sobie samemu z odpowiednim dystansem. I proszę, pamiętajcie: tak jak nikt z nas nie chce być uważany za “Polaka-złodzieja samochodów (bo przecież wszyscy Polacy kradną)”, tak też nie należy wystosowywać oskarżeń względem osób pochodzących ze Wschodu tylko dlatego, że urodziły się w kraju, z którego rzekomo pochodzi oszust, który Was wykorzystał. Nie dajcie się ponieść emocjom, szczególnie tym negatywnym. To trudne, lecz wykonalne.

Cytat wart zapamiętania: “Największym problemem tego świata jest to, że inteligentni ludzie są pełni wątpliwości, a ci głupi są pełni pewności siebie…!”

Czy oszuści zmieniają sposób działania? Warto przeczytać i… nadal być ostrożnym!

Piotr napisał dziś w komentarzu: “Cześć chłopaki, koresponduję z następną. Na wstępie napisałem jej, że jeśli chce pieniędzy lub chce mnie oszukać – to pewnie traci czas, bo wiem o co chodzi. Chyba zmiana taktyki, bo chce mi dać namiary biura podróży wraz z numerem telefonu, abym sam mógł pozbawić się kasy”.

Uwaga Piotra jest bardzo słuszna – oszuści mogą tworzyć fałszywe biura podróży, by pozornie uwiarygodnić się w oczach oszukiwanych mężczyzn. Najprawdopodobniej byłyby to fikcyjne podmioty gospodarcze. Choć kto wie, czy to wszystko. Przekręt mógłby polegać na innej zasadzie. “Prawdziwe” biura (tworzone okresowo w celu wspierania oszustwa i szybko znikające z rynku) mogłyby pozbywać się odpowiedzialności za uczestnictwo w przekręcie. Wystarczyłoby stwierdzić, że sprzedając usługę turystyczną, nie mogą odpowiadać za to, że zaproszona osoba nie skorzystała z niej – mimo opłacenia kosztów.

Takie działania byłyby bardziej kosztowne dla scammerów i wymagałyby większego wysiłku organizacyjnego. Nie znamy jednak skali dochodów, jakie osiągają, trudno zatem stwierdzić, czy byliby gotowi na rozwijanie swej działalności w taki sposób. Mimo to bądźcie ostrożni. Jeśli mielibyście dla kogoś wykupić bilet itp., sami wybierzcie operatora turystycznego. W Polsce. I nadal upewniajcie się, czy rozmawiacie z prawdziwymi osobami, czy z oszustami zainteresowanymi tylko Waszymi pieniędzmi. Powodzenia!

Krótkie pytanie: ile osób spośród Was zainteresowanych jest możliwością zamieszczania na blogu zdjęć przesyłanych przez scammerów? O odpowiedzi proszę w komentarzu pod tym wpisem. Zobaczymy, ile “zgłoszeń” uzbiera się w ciągu dwóch dni. Jeśli więcej niż kilkanaście, możemy zastanowić się, co z tym zrobić.

[Pytanie jest zasadne: gdy poprzednim razem zaproponowałem rozwiązanie problemu, choć wiele osób upominało się o tę możliwość w komentarzach - tylko kilka przesłało materiały; i zostaliśmy z niczym...]

Jeden z Czytelników bloga napisał (na jego życzenie nie podaję informacji personalizujących): “chodziło mi o coś bardziej ścisłego, mianowicie – jak z tym procederem walczyć; samo pisanie o tym zjawisku scammerskim niewiele daje”.

Otóż nie zgadzam się: daje całkiem sporo. Z otrzymanych wiadomości i treści niektórych komentarzy wynika niezbicie, że dzięki tylko tej stronie udało się dotąd zmniejszyć dochód scammerów przynajmniej o kilkadziesiąt tysięcy euro (ponad 120 tys. zł ). Tyle pieniędzy nie wpłacili na konta oszustów ludzie trafiający na stronę Sympatia i Ty. (Niestety, nie jest to wiele w stosunku do tego, co wpłacili – ale zawsze coś).

Wiele osób pojawia się tu bowiem podczas poszukiwania informacji nt. miejsca zamieszkania swoich “Rosjanek”, po wpisaniu ich nicków w wyszukiwarkę, sprawdzając odległość między Polską a miastem zamieszkania swojej “korespondentki” itp.

Niektórzy trafiają tu zbyt późno, to prawda. Ale bardzo często po dokonaniu pierwszej wpłaty, a przed drugą – którą już mieli wysłać (bo zawsze taka prośba się pojawia). To także sprawia, iż przydatność strony jest niepodważalna. Dodatkowo Sympatia i Ty pełni rolę informującą o zjawisku – dbam bowiem o to, by co pewien czas podrzucić temat na forach lub w komentarzach do artykułów poświęconych serwisom randkowym.

Ja także próbowałem zainteresować tym tematem polską policję. Nie udało się, ponieważ nie jestem jednym z poszkodowanych, a ponadto policjanci twierdzą, iż bardzo trudno ścigać ten proceder (to już kwestia międzynarodowa, nie krajowa). Tzw. “Rosjanki” nie pochodzą z Rosji czy krajów wschodnich. Zdjęcia i dane kradzione są z rosyjskich portali społecznościowych. Próbowałem zainteresować dziennikarzy – równie nieskutecznie, szczególnie w przypadku mediów należących do Grupy ITI (do której poza telewizją TVN czy portalem Onet.pl – należy również serwis Sympatia.pl; Agora także ma swój serwis Cafe.pl, więc być może z tego powodu także nie jest zainteresowana upublicznianiem tematu w “Gazecie Wyboczej” czy w portalu Gazeta.pl – itp., itd.)

Jeśli spojrzycie na zamieszczone niżej statystyki odwiedzin bloga w 2011 roku, zauważycie, że choć wysyłacie czasem adres tej strony scammerom (zupełnie niepotrzebnie) – nie jest ona odwiedzana przez osoby z krajów wschodnich. Nie brakuje natomiast odwiedzin z Senegalu (najwięcej), Nigerii, Egiptu, Kenii i Togo. Czy to Wam wystarczająco wiele mówi o miejscu, z którego pochodzą Wasze “rozmówczynie”?

Pamiętajcie także, że ten proceder jest jednym z bardzo ważnych źródeł dochodu mieszkańców Afryki. A Polacy stanowią niewielką grupę ofiar. Najwięcej jest ich podobno w Stanach Zjednoczonych i innych państwach zachodniej Europy. W Nigerii istnieje specjalny przepis prawny, mający pomagać w ściganiu tego typu przestępstw. Jeśli prawdą jest to, co czytałem – nie jest zbyt często wykorzystywany w praktyce.

Rozumiem, że niektórzy z Was chcieliby “powalczyć” z przestępczością – szczególnie gdy sami padliście ofiarą oszustów. To naturalny odruch. I nie zniechęcam Was do tego. Ale nie oczekujcie zbyt wiele od samych siebie czy od policji. I nie narażajcie się niepotrzebnie. Taki proceder mogą uprawiać nie tylko osoby indywidualne, ale i zorganizowane grupy przestępcze. Warto to brać pod uwagę.

Ja też muszę to brać pod uwagę…

Mewa napisała komentarz, który warto wrzucić do głównej treści bloga. W swoim czasie, gdy jeszcze był to blog dla kobiet oszukanych na portalach randkowych, czytałem takich bardzo wiele. Bo bardzo wiele jest kobiet oszukanych w ten sposób za pośrednictwem serwisów randkowych.

Oszustwa “randkowe” bywają różne. Zawsze bazują na uczuciach, na emocjach i pragnieniach. Straty też bywają różne – finansowe, moralne, fizyczne… Nie uważam jednak, abyście powinni się obwiniać. Nie sądzę, by Wasze szczere uczucia – gdy takie właśnie są – miały stanowić powód to wstydu. To nie Wy powinniście się wstydzić.

To nie Ty, Mewa, powinnaś się wstydzić. A co do tej zadry, o której piszesz… Widzisz, podobna sytuacja mogła Cię spotkać w małżeństwie, jak i w związku partnerskim. Pamięć o niej zapewne pozostanie. Ale czy będziesz się do końca życia obwiniać i żałować straconego czasu oraz odebranych nadziei – to zależy tylko od Ciebie. Naprawdę uważasz, że osoba, która Cię najprawdopodobniej oszukała – zasługuje na to, byś dla niej cierpiała przez kolejne lata? Jeśli nie, przestań się winić, porzuć rozstrząsanie każdej przeżytej wspólnie chwili i interpretowanie jej na nowo. Z czasem żal zamieni się w przykre wspomnienie, które nie będzie wpływać na Twoje życie. Pamięć o przeżytym bólu może nas czegoś nauczyć. Ale wcale nie musi nam odbierać nadziei i marzeń. Tylko Ty sama możesz je sobie odebrać.

Uważasz, że warto…? Ja sądzę, że nie. Życzę Ci zatem siły do odtrącania złych emocji i wiary w ludzi – bo każdy z nas jest inny, inne wartości może więc wnosić do naszego życia. Gdy opadną te emocje, które przemawiają teraz najgłośniej, tylko od Ciebie będzie zależeć, jak pokierujesz sobą w kontekście nabytych doświadczeń. Możesz niepotrzebnie cierpieć dla kogoś, kto nie jest tego wart. Możesz też otrząsnąć się z bólu i zacząć wszystko od nowa. Pamiętając o bolesnych doświadczeniach, ale nie pozwalając się im zdominować, przydusić, stłamsić. Wszystko zależy od Ciebie. Życzę Ci powodzenia.

Komentarz Mewy:

Witajcie, czytam to, co tutaj piszecie - i włos jeży mi się na głowie… Szkoda, że nie przeczytałam tego wcześniej, pewnie byłabym madrzejsza. Choć muszę przyznać, że właściwie powinnam podziękować mojemu podrywaczowi… Mój podstawowy błąd: zaprosiłam go do swojego domu. Trudno się nie domyślić, że zaaragował bardz ochoczo… Byłam wtedy chora i dlatego nie poszłam z nim do jakiejś bezosobowej knajpki.

Zapewniał mnie o swoim poważnym podejściu do życia: „jestem dojrzałym i zrównoważonym mężczyzną”. Pisał do mnie z firmowego maila. Dzwonił tylko wtedy, gdy nie był w domu: z pracy, z samochodu, ze sklepu, z ulicy. Oczywiście rozwiedziony, ale dlatego, że urwała się komunikacja, zabrakło buziaczków… Często rozmawiał o pieniądzach, jak mu strasznie trudno…, ile ma wydatków… Strasznie cieżko musiał pracować. Niestety, w weekendy też… Opowiadał, jak bardzo jest wierzący i prawy.

Stołował się u mnie, kiedy u mnie był. Nikt nigdy do niego nie dzwonił, nie wysłał nawet SMS-a. Oglądał moje zdęcia, słuchał o moich sprawach i nie zadał żadnego pogłębiajacego pytania. Teraz już wiem, że niewiele go to interesowało… Twierdził, że mieszka u rodziców… Nie pamiętał o imieninach, Mikołajkach… Ale mył naczynia, pomagał mi nawet sprzątać (nic go to nie kosztowało). Po trzech tygodniach powiedział mi, że mnie kocha. Rozpisywał się o życiu – ale w SMS-ach. Przytulał mnie i zapewniał, że przy nim mogę być bezpieczna… Stosował wprost techniki ze szkoleń sprzedażowych, negocjacyjnych, aż raziło…

Ilość SMS-ów, meili i codziennych telefonów (zawsze z pracy) była zatrważająca. Sprawił, że nie zdążyłam się nawet zdystansować, dosłownie zasypywana byłam całuskami, buziaczkami, tęsknotkami itp. Na szczęście trwało to półtora miesiaca, a więc niedługo. Twierdził, ze jest jeszcze młody (około 40 lat), że całe życie przed nim.

Szybko się zorientowałam, ale nie chciałam wierzyć. Było mi z nim nadzwyczajnie dobrze… Usprawiedliwiałam go… Czasami zadawałam pytania lub komentowałam okoliczności. I dowiadywałam się, że jestem czujna jak sejsmograf…

Gdy dzwoniłam, nigdy nie odbierał, zawsze oddzwaniał. Okazało się, że nie nosił przy sobie portfela, jakoś tak akurat nie ma… Nie prosiłam go o pesele, zaświadczenia, ponieważ wydawało mi się to poniżej mojej godności… Jakbym testowała towar…

W końcu zaczęłam stawiać wymagania… i okazało się, że jestem zbyt wymagająca, że zbyt dużo oczekuję (choć to on mówił o rodzinie i dzieciach na dzień dobry) I strasznie (oczywiście SMS-owo) oburzał się, gdy chciałam zwolnić tempo. Potem dowiedziałam się, że to ja narzuciłam zbyt szybkie tempo… Potem dostałam SMS-a, że stracił nad tym kontrolę i nie odebrał już telefonu…

Nie wiem, żal mi go, czegoś szuka… Żal mi, bo było mi z nim dobrze. Żal mi, ponieważ wywrócił mój światopogląd do góry nogami. Po prostu pokazał, że można być wyrachowanym manipulantem… Zadaję sobie pytanie: czy udawał czułość...? Nie wiem. Wiem, że ma prawdopodobnie inne konta na Sympatii, gdzie podaje się za żonatego mężczyznę, który szuka seksu. I to jest chyba szczere… Przykro mi, że ma dziecko i ciekawe, jak je wychowa, co mu opowie o życiu… Że dobrze jest wykorzystywać uczciwe dziewczyny, mamiąc je banałami…?

Nie wiem, szkoda, wielka szkoda…. To co zrobił jest nieładne, wolałabym tego nie przeżywać… Nie ma mnie już na Sympatii i pewnie tam nie wrócę. Może dlatego, że to jednak ucieczka od rzeczywistości w marzenia, przynajmniej na jakiś czas…

Nikogo nie chcę oceniać, nikt nie wyłudził ode mnie pieniążków, nie zostałam w ciąży. A jednak czuję się złamana psychicznie… Przeżywam to oszustwo i to, że można tak perfekcyjnie okłamywać… Te kilka rzeczy, które napisałam, może kogoś ostrzegą… Warto na to zwracać uwagę, jeśli ktoś nadal chce poznać kogoś przez Sympatię na dłużej… Jeżeli to ma być tylko namiętny romans, to warto o tym powiedzieć na początku - niektórzy lubią fajerwerki i mają do tego prawo… A druga strona ma prawo wybrać, czy to jej odpowiada…

Ale prawda jest taka, że nie da się budować związku, nawet romansu, na kłamstwie. Jedna ze stron zawsze będzie poszkodowana… A nawet zraniona tak, że zadra może pozostać do końca życia…

Wbrew tytułowi, który mógłby sugerować, że polecam mężczyznom lekturę ułatwiającą im polowania na Sympatii i w innych serwisach randkowych – do zapoznania się z tym tekstem zachęcam przede wszystkim kobiety. Bo czytając go, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że wiele tych metod już “widziałem” w praktyce: w wielu relacjach, jakie w swoim czasie od Was otrzymywałem. Właśnie na portalach randkowych. Zastanówcie się więc, drogie Panie, jak wiedzę dedykowaną mężczyznom – wykorzystać we własnej obronie. Może wtedy mniej będzie się pojawiać opinii na forach, że znowu jakiś oszust złamał komuś życie. Nie wspominam o tym krytycznie czy wyniośle. Naprawdę liczę na to, że przynajmniej część z Was nie da się oszukać w tak prosty i – bądź co bądź – skuteczny, choć pretensjonalny sposób.

Zapraszam do lektury artykułu z portalu Gazeta.pl (dodatek do “Gazety Wyborczej” – “Wysokie Obcasy”) – kliknij w link.

Zachęcam do lektury wiadomości opublikowanej na stronie internetowej Komendy Stołecznej Policji (www.policja.waw.pl). Jeżeli się nie mylę, informacje o tym mężczyźnie pojawiały się również w komentarzach na naszym blogu oraz na kilku forach w internecie.

Kobiety poznawał poprzez portale społecznościowe. Mówił im, że potrzebuje pieniędzy na działalność gospodarczą lub operację ojca w szwajcarskiej klinice. Nakłaniał je do zaciągania kredytów oraz zakupu telefonów komórkowych. Jak ustalili policjanci, za zdobyte w ten sposób pieniądze wynajmował luksusowe auta i mieszkania. Prowadził wystawny tryb życia. Wpadł w ręce kryminalnych z komendy stołecznej Policji późnym wieczorem na Woli. Od wielu lat jest doskonale znany Policji z oszustw i kradzieży. [...]

Przeczytaj cały artykuł: Wpadka oszusta matrymonialnego (tekst, zdjęcie oraz materiał filmowy)

Obecnie mężczyźnie postawiono cztery zarzuty, jednak oszukanych kobiet może być więcej, dlatego policja prosi wszystkie osoby poszkodowane przez Konrada K. o zgłaszanie się do Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji pod nr tel. 22-603-77-20.

Użytkownik Sympatii.pl, uzależniony od zdobywania kobiet i manipulowania ich emocjami. Występował już na portalu pod wieloma nickami. Krąży między Krakowem a Warszawą, uwodząc kobietę za kobietą. Każdej wyznaje dozgonną miłość, obiecuje wspólne życie. Każdą oszukuje. Typowy mężczyzna?

Tym razem będzie nietypowo. Chciałbym poprosić mężczyzn odwiedzających blog o wypowiedź nie na temat “Rosjanek”, lecz… jednego z Was – mężczyzn z serwisu randkowego Sympatia.pl. Spróbujecie pomóc mi go zrozumieć?

Co zostawił po sobie?
Na jednym z forów aż roi się informacji na jego temat. Obraz człowieka, który z nich się wyłania jest wyjątkowo nieprzyjemny. Nie wiadomo, czy to zwykły oszust, spełniający się w notorycznym kłamstwie i uwodzeniu kogo tylko się da, czy nieszczęśnik uzależniony od fałszywej kreacji i seksu. Z pewnością człowiek próżny i pozbawiony empatii. Kobiety wymieniające się informacjami na jego temat z przerażeniem dostrzegły, że spotykał się z nimi w tym samym czasie. Każda wierzyła, że jest “tą jedyną”. Każda boi się, co zostawił jej po sobie – poza zawiedzioną nadzieją, zranioną dumą i złymi wspomnieniami.

Lawina ruszyła…
Jedna z nich odwiedziła go w ostatnich dniach – chciała odebrać należącą do niej rzecz, zostawioną w jednym z wynajmowanych przez niego mieszkań. Był w domu z kolejną kobietą. Nie miał odwagi wyjść i spotkać się z nią twarzą w twarz. Przerażony wezwał policję, by zajęła się “jedyną” i “ukochaną” do niedawna kobietą. Nieskutecznie. Wszystkim tłumaczy, że krytyczne opinie na jego temat to zemsta byłej partnerki. I to by się zgadzało – tyle że nie jednej, a wielu. Bardzo wielu. Na forum próbuje się ratować, kasując kolejne posty związane z jego osobą. Za późno – lawina już ruszyła.

Mężczyzna czy samiec?
Czy jest mężczyzną? Odpowiedzialnym, myślącym logicznie, rozsądnym? Czy jest tylko prostym samcem, kierującym się instynktem zastępującym rozum? Kogo oszukuje częściej – uwodzone kobiety czy siebie samego? Co mu daje uprawianie seksu z co rusz to inną kobietą? Czy to intelektualnie karłowaty Casanova z prowincjonalnego podwórka, czy zdobywca kierujący się wyrachowaniem i pragnieniem emocjonalnej dominacji? Kim jest Waszym zdaniem, Panowie?

Jest Was tu wielu. Może pomożecie mi znaleźć odpowiedzi na te pytania?

Źródło informacji: Polska Głos Wielkopolski. Mieszkanka Wielkopolski umówiła się na randkę przez internet. Samochodem mężczyzny, poznanego na portalu społecznościowym, wybrali się na wycieczkę. Gdy wysiadali z pojazdu, mężczyzna zaproponował dziewczynie pozostawienie w schowku telefonu komórkowego. Zgodziła się. W trakcie spaceru – pod pozorem załatwienia ważnej sprawy – mężczyzna wrócił do samochodu. Jak się później okazało, zniknął wraz z telefonem. Nie przewidział jedynie, że policja zatrzyma go już kolejnego dnia…

Kilka kwestii do przemyślenia:

  • czy uważacie, że bezpieczne jest wsiadanie do samochodu i wyjazd na wycieczkę (nawet w najbliższe okolice) z nieznajomym, którego w realu widzicie po raz pierwszy?
  • czy wychodząc na spacer z nieznajomym – rozsądnie jest rozstawać się z telefonem komórkowym, czy lepiej mieć go pod ręką?
  • czy warto zostawiać jakiekolwiek cenne przedmioty (portfel, torebkę, telefon, plecak itp.) w samochodzie nieznajomego lub nieznajomej, których znamy tylko z internetu?
  • czy zastanawialiście się nad tym, że tracąc telefon, portfel, torebkę itp. – tracicie nie tylko przedmioty użytkowe, ale i udostępniacie innym osobom szereg prywatnych informacji na swój temat (dane, dokumenty, korespondencja – m.in. SMS, MMS, zdjęcia, numery kont itp.)?

Niechętnie zarejestrowałem konto na Cafe.pl. Obawiałem się przejść podobnych do doświadczeń z Sympatii. Ale z przekazywanych przez Was informacji wynikało, że portal obsiany jest profilami scamerów, należy więc i tam pojawić się z ostrzeżeniami. Niestety, mieliście rację – już w pierwszych dniach otrzymałem oferty od „Rosjanek” i „Francuzek”.


Cafe.pl działa inaczej niż Sympatia. Mimo to moje początki w serwisie są takie same – wiele maili z wyrazami aprobaty, dziesiątki pytań: „po co to robisz?”; niemało oskarżeń…, czyli standard.


Aktywny próżniak

Wśród oskarżeń najbardziej zaskoczyło mnie napastliwe podkreślanie, że jestem (pozwólcie, iż zacytuję): „policyjnym próżniakiem”. Czy aktywne wychodzenie do społeczeństwa z przekazem prewencyjnym mogłoby być wyrazem próżniactwa? Nie wydaje mi się. Czy trzeba być policjantem, aby odczuwać potrzebę wspierania ludzi w kwestiach bezpieczeństwa? To również nie jest tak oczywiste. Ze spraw pozytywnych: nie pojawiły się jeszcze typowe na Sympatii stwierdzenia, że z pewnością jestem kobietą ukrywającą się pod męskim profilem, stróżem nocnym, ukrytym moderatorem serwisu itp.


Manipulacja czy odpowiedzialność?

Z trudem udaje mi się wyjaśniać, że prowadzenie przeze mnie strony z ostrzeżeniami jest po prostu ciągiem logicznych decyzji. Pomagałem osobie oszukanej, zebrałem doświadczenia, których nie planowałem zebrać, postanowiłem podzielić się nimi z użytkownikami serwisów towarzyskich. Co w tym zaskakującego? Poczucie osobistej i społecznej odpowiedzialności (które można ująć w krótkim zdaniu: możesz pomóc – powinieneś to zrobić) budzi konsternację i niedowierzanie. W niektórych przypadkach ten brak wiary w czystość intencji skutkuje oskarżeniem o manipulowanie ludźmi. W jakim celu? Z jaką korzyścią dla mnie? Tego już nikt nie próbuje wyjaśniać. Emocje biorą górę.


Nieprzyswajalna anonimowość
Niezmiennie krytyką kończy się odmowa poinformowania rozmówców, kim jestem i czym się zajmuję. Czy naprawdę trudno zrozumieć, że na ile potrafię, na tyle staram się dbać o swoją anonimowość? Nie robię tego wcale tak skutecznie, jak powinienem, kilka błędów odkryłem dopiero niedawno. Co nie zmienia faktu, że nadal będę zabiegać o ukrywanie danych, które pozwoliłyby mnie rozpoznać lub zlokalizować. Niezależnie od pełnionej roli społecznej czy funkcji zawodowej – nie prowadzę bloga w celu zdobywania punktów w rankingach popularności. Ostrzegam przed oszustami, co w oczywisty sposób wiąże się z zagrożeniami dla mnie samego.


Tych z Was, którzy sami korzystają z Cafe.pl, muszę prosić o wsparcie. Jeśli mobilizujecie mnie, żebym ostrzegał użytkowników tego portalu (a część z Was o to prosi), pamiętajcie, że sam niewiele tam zdziałam. To Wy musicie co pewien czas podejmować na czacie tematy związane z bezpieczeństwem. I uzbroić się w cierpliwość, gdy dyżurni trolle będą Was za to krytykować. Tak to już jest w internecie…