Chcesz pomóc?

Posted: 28/01/2012 in O blogu

„Sympatia i Ty” to jeden z kilku prowadzonych przeze mnie blogów poradnikowych. Obecnie służy przede wszystkim wymianie doświadczeń i walce ze scammerami. Inne pisane przeze mnie blogi znajdują się na serwerach i domenach, które sam opłacam. Nie zarabiam na nich. Jednak za każdy adres i serwer muszę w terminie zapłacić.

Ostatni rachunek na 500 zł dla dostawcy usług internetowych nieco mnie… przygniótł. Tym bardziej że wkrótce pojawią się kolejne. A jeśli chciałbym uruchomić stronę z możliwością zamieszczania zdjęć fałszywych „Rosjanek”, będę musiał wykupić kolejną usługę i domenę. Kolejne 500 zł każdego roku.

Dlatego postanowiłem zaryzykować i uruchomić tutaj system wspierania blogów w systemie YetiPay. Umożliwia on przede wszystkim dokonywanie szybkich płatności internetowych, ale i pozwala przekazywać drobne donacje dla autorów blogów. Dzięki nim można by sfinansować utrzymanie stron.

Rejestracja w systemie trwa ok. 2-3 minuty. Weryfikacja – też niezbyt długo. Samo dokonanie płatności nie zajmuje później więcej niż kilka minut. Z pozoru więc wydaje się to proste. Wystarczy bowiem, że 600 osób wpłaci po 1 zł – i już mamy pokryty koszt serwera oraz domeny jednego z sieciowych poradników.

Realia są bardziej skomplikowane. Potężny serwis blogerski, liczący sobie kilkaset razy więcej odsłon niż blog „Sympatia i Ty” (mający też niebotycznie większą ilość użytkowników) w swoim czasie zyskał dzięki takim wpłatom nieco ponad 300 zł. Powód? Bardzo prosty – każdy z użytkowników uważał, że z pewnością wpłaty dokonają inni…

Jeśli więc wydaje się komuś z Was, że próbuję „zarabiać” na tym blogu i że jego prowadzenie nie jest warte większej uwagi – po prostu pomińcie ten wpis. Nikt bowiem nie lubi, w tym i ja, słuchać oskarżeń pod swoim adresem, gdy na strony poradnikowe wydał łącznie kilka tysięcy złotych. A tyle już na wszystkie razem wydałem od 2007 roku.

Jeżeli natomiast możecie sobie pozwolić, by jednorazowo wpłacić złotówkę na moje konto YetiPay – będę wdzięczny za okazaną pomoc. Może przez rok lub dwa z takich złotówek uzbiera się przynajmniej taka kwota, która pozwoli mi jedną fakturę za strony www opłacić z przekazanych donacji. Zawsze byłoby to jakieś wsparcie.

Decyzja należy do Was.

Link do płatności YetiPay (z nieznanych mi przyczyn na tym blogu nie pojawia się przycisk YetiPay – po kliknięciu w link otwiera się on natomiast w oknie przeglądarki; wystarczy kliknąć jeden raz w obraz widniejący na środku i funkcjonalność donacji zaczyna działać w pełni prawidłowo)

 

Krótkie pytanie: ile osób spośród Was zainteresowanych jest możliwością zamieszczania na blogu zdjęć przesyłanych przez scammerów? O odpowiedzi proszę w komentarzu pod tym wpisem. Zobaczymy, ile „zgłoszeń” uzbiera się w ciągu dwóch dni. Jeśli więcej niż kilkanaście, możemy zastanowić się, co z tym zrobić.

[Pytanie jest zasadne: gdy poprzednim razem zaproponowałem rozwiązanie problemu, choć wiele osób upominało się o tę możliwość w komentarzach - tylko kilka przesłało materiały; i zostaliśmy z niczym...]

Jeden z Czytelników bloga napisał (na jego życzenie nie podaję informacji personalizujących): „chodziło mi o coś bardziej ścisłego, mianowicie – jak z tym procederem walczyć; samo pisanie o tym zjawisku scammerskim niewiele daje”.

Otóż nie zgadzam się: daje całkiem sporo. Z otrzymanych wiadomości i treści niektórych komentarzy wynika niezbicie, że dzięki tylko tej stronie udało się dotąd zmniejszyć dochód scammerów przynajmniej o kilkadziesiąt tysięcy euro (ponad 120 tys. zł ). Tyle pieniędzy nie wpłacili na konta oszustów ludzie trafiający na stronę Sympatia i Ty. (Niestety, nie jest to wiele w stosunku do tego, co wpłacili – ale zawsze coś).

Wiele osób pojawia się tu bowiem podczas poszukiwania informacji nt. miejsca zamieszkania swoich „Rosjanek”, po wpisaniu ich nicków w wyszukiwarkę, sprawdzając odległość między Polską a miastem zamieszkania swojej „korespondentki” itp.

Niektórzy trafiają tu zbyt późno, to prawda. Ale bardzo często po dokonaniu pierwszej wpłaty, a przed drugą – którą już mieli wysłać (bo zawsze taka prośba się pojawia). To także sprawia, iż przydatność strony jest niepodważalna. Dodatkowo Sympatia i Ty pełni rolę informującą o zjawisku – dbam bowiem o to, by co pewien czas podrzucić temat na forach lub w komentarzach do artykułów poświęconych serwisom randkowym.

Ja także próbowałem zainteresować tym tematem polską policję. Nie udało się, ponieważ nie jestem jednym z poszkodowanych, a ponadto policjanci twierdzą, iż bardzo trudno ścigać ten proceder (to już kwestia międzynarodowa, nie krajowa). Tzw. „Rosjanki” nie pochodzą z Rosji czy krajów wschodnich. Zdjęcia i dane kradzione są z rosyjskich portali społecznościowych. Próbowałem zainteresować dziennikarzy – równie nieskutecznie, szczególnie w przypadku mediów należących do Grupy ITI (do której poza telewizją TVN czy portalem Onet.pl – należy również serwis Sympatia.pl; Agora także ma swój serwis Cafe.pl, więc być może z tego powodu także nie jest zainteresowana upublicznianiem tematu w „Gazecie Wyboczej” czy w portalu Gazeta.pl – itp., itd.)

Jeśli spojrzycie na zamieszczone niżej statystyki odwiedzin bloga w 2011 roku, zauważycie, że choć wysyłacie czasem adres tej strony scammerom (zupełnie niepotrzebnie) – nie jest ona odwiedzana przez osoby z krajów wschodnich. Nie brakuje natomiast odwiedzin z Senegalu (najwięcej), Nigerii, Egiptu, Kenii i Togo. Czy to Wam wystarczająco wiele mówi o miejscu, z którego pochodzą Wasze „rozmówczynie”?

Pamiętajcie także, że ten proceder jest jednym z bardzo ważnych źródeł dochodu mieszkańców Afryki. A Polacy stanowią niewielką grupę ofiar. Najwięcej jest ich podobno w Stanach Zjednoczonych i innych państwach zachodniej Europy. W Nigerii istnieje specjalny przepis prawny, mający pomagać w ściganiu tego typu przestępstw. Jeśli prawdą jest to, co czytałem – nie jest zbyt często wykorzystywany w praktyce.

Rozumiem, że niektórzy z Was chcieliby „powalczyć” z przestępczością – szczególnie gdy sami padliście ofiarą oszustów. To naturalny odruch. I nie zniechęcam Was do tego. Ale nie oczekujcie zbyt wiele od samych siebie czy od policji. I nie narażajcie się niepotrzebnie. Taki proceder mogą uprawiać nie tylko osoby indywidualne, ale i zorganizowane grupy przestępcze. Warto to brać pod uwagę.

Ja też muszę to brać pod uwagę…

Niektórych z Was z pewnością irytuje fakt systematycznego usuwania przeze mnie z treści komentarzy Waszych adresów e-mail. I w dużej mierze rozumiem to niezadowolenie. Dlatego po raz kolejny przypomnę, jak się sprawy mają.

Gdy zorientujecie się, że zostaliście oszukani, emocje grają w Was jak potężna orkiestra symfoniczna. Nie zwracacie uwagi na kwestie własnego bezpieczeństwa, podając prywatne adresy e-mail i prosząc o przesłanie na nie informacji o oszustach. Mija jednak trochę czasu, emocje cichną, niekiedy pojawia się odrobina wstydu (niepotrzebnie – nawiasem mówiąc).

Co wtedy się dzieje? Wówczas przysyłacie do mnie prośby lub żądania o wypisanie Was z listy subskrybentów bloga. A wcześniej bywało, że prosiliście również o usunięcie Waszych komentarzy.

Nie zawsze mogę to zrobić. Niełatwo odnaleźć określone wpisy (wśród niemal 2 tys. innych). To jeden z powodów, dla których już na poziomie moderacji usuwam Wasze adresy mailowe.

Ale to nie wszystko. Z pewnością większość z Was wie, że jedną z metod ustalania tożsamości osoby jest… m.in. wykorzystanie jej prywatnego adresu mailowego. Przy użyciu prostych technik lub jeszcze prostszych narzędzi można dotrzeć do Waszych osobistych kont społecznościowych (np. Facebook, Google+ itp.), wpisów na innych forach, ofert sprzedaży Allegro itp. Początkowo wydaje się to Wam nieistotne. Później… bywa różnie.

Na koniec: niektórzy z Was nie chcieliby w przyszłości dowiedzieć się od swoich dzieci czy nowej partnerki, że znaleźli w sieci takie informacje na Wasz temat, których wcale nie chcieliście zdradzać. Podając prywatne adresy mailowe, możecie nawet po latach zostać odnalezieni i zidentyfikowani na tym blogu. Dziś nie ma to znaczenia, za lat kilka może mieć.

Nie miejcie mi więc za złe, ale adresy e-mail nadal będę usuwał. Dla Waszego bezpieczeństwa i… dla świętego spokoju. ;)

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2011 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

The concert hall at the Sydney Opera House holds 2,700 people. This blog was viewed about 60 000 times in 2011. If it were a concert at Sydney Opera House, it would take about 22 sold-out performances for that many people to see it.

Click here to see the complete report.

Mewa napisała komentarz, który warto wrzucić do głównej treści bloga. W swoim czasie, gdy jeszcze był to blog dla kobiet oszukanych na portalach randkowych, czytałem takich bardzo wiele. Bo bardzo wiele jest kobiet oszukanych w ten sposób za pośrednictwem serwisów randkowych.

Oszustwa „randkowe” bywają różne. Zawsze bazują na uczuciach, na emocjach i pragnieniach. Straty też bywają różne – finansowe, moralne, fizyczne… Nie uważam jednak, abyście powinni się obwiniać. Nie sądzę, by Wasze szczere uczucia – gdy takie właśnie są – miały stanowić powód to wstydu. To nie Wy powinniście się wstydzić.

To nie Ty, Mewa, powinnaś się wstydzić. A co do tej zadry, o której piszesz… Widzisz, podobna sytuacja mogła Cię spotkać w małżeństwie, jak i w związku partnerskim. Pamięć o niej zapewne pozostanie. Ale czy będziesz się do końca życia obwiniać i żałować straconego czasu oraz odebranych nadziei – to zależy tylko od Ciebie. Naprawdę uważasz, że osoba, która Cię najprawdopodobniej oszukała – zasługuje na to, byś dla niej cierpiała przez kolejne lata? Jeśli nie, przestań się winić, porzuć rozstrząsanie każdej przeżytej wspólnie chwili i interpretowanie jej na nowo. Z czasem żal zamieni się w przykre wspomnienie, które nie będzie wpływać na Twoje życie. Pamięć o przeżytym bólu może nas czegoś nauczyć. Ale wcale nie musi nam odbierać nadziei i marzeń. Tylko Ty sama możesz je sobie odebrać.

Uważasz, że warto…? Ja sądzę, że nie. Życzę Ci zatem siły do odtrącania złych emocji i wiary w ludzi – bo każdy z nas jest inny, inne wartości może więc wnosić do naszego życia. Gdy opadną te emocje, które przemawiają teraz najgłośniej, tylko od Ciebie będzie zależeć, jak pokierujesz sobą w kontekście nabytych doświadczeń. Możesz niepotrzebnie cierpieć dla kogoś, kto nie jest tego wart. Możesz też otrząsnąć się z bólu i zacząć wszystko od nowa. Pamiętając o bolesnych doświadczeniach, ale nie pozwalając się im zdominować, przydusić, stłamsić. Wszystko zależy od Ciebie. Życzę Ci powodzenia.

Komentarz Mewy:

Witajcie, czytam to, co tutaj piszecie - i włos jeży mi się na głowie… Szkoda, że nie przeczytałam tego wcześniej, pewnie byłabym madrzejsza. Choć muszę przyznać, że właściwie powinnam podziękować mojemu podrywaczowi… Mój podstawowy błąd: zaprosiłam go do swojego domu. Trudno się nie domyślić, że zaaragował bardz ochoczo… Byłam wtedy chora i dlatego nie poszłam z nim do jakiejś bezosobowej knajpki.

Zapewniał mnie o swoim poważnym podejściu do życia: „jestem dojrzałym i zrównoważonym mężczyzną”. Pisał do mnie z firmowego maila. Dzwonił tylko wtedy, gdy nie był w domu: z pracy, z samochodu, ze sklepu, z ulicy. Oczywiście rozwiedziony, ale dlatego, że urwała się komunikacja, zabrakło buziaczków… Często rozmawiał o pieniądzach, jak mu strasznie trudno…, ile ma wydatków… Strasznie cieżko musiał pracować. Niestety, w weekendy też… Opowiadał, jak bardzo jest wierzący i prawy.

Stołował się u mnie, kiedy u mnie był. Nikt nigdy do niego nie dzwonił, nie wysłał nawet SMS-a. Oglądał moje zdęcia, słuchał o moich sprawach i nie zadał żadnego pogłębiajacego pytania. Teraz już wiem, że niewiele go to interesowało… Twierdził, że mieszka u rodziców… Nie pamiętał o imieninach, Mikołajkach… Ale mył naczynia, pomagał mi nawet sprzątać (nic go to nie kosztowało). Po trzech tygodniach powiedział mi, że mnie kocha. Rozpisywał się o życiu – ale w SMS-ach. Przytulał mnie i zapewniał, że przy nim mogę być bezpieczna… Stosował wprost techniki ze szkoleń sprzedażowych, negocjacyjnych, aż raziło…

Ilość SMS-ów, meili i codziennych telefonów (zawsze z pracy) była zatrważająca. Sprawił, że nie zdążyłam się nawet zdystansować, dosłownie zasypywana byłam całuskami, buziaczkami, tęsknotkami itp. Na szczęście trwało to półtora miesiaca, a więc niedługo. Twierdził, ze jest jeszcze młody (około 40 lat), że całe życie przed nim.

Szybko się zorientowałam, ale nie chciałam wierzyć. Było mi z nim nadzwyczajnie dobrze… Usprawiedliwiałam go… Czasami zadawałam pytania lub komentowałam okoliczności. I dowiadywałam się, że jestem czujna jak sejsmograf…

Gdy dzwoniłam, nigdy nie odbierał, zawsze oddzwaniał. Okazało się, że nie nosił przy sobie portfela, jakoś tak akurat nie ma… Nie prosiłam go o pesele, zaświadczenia, ponieważ wydawało mi się to poniżej mojej godności… Jakbym testowała towar…

W końcu zaczęłam stawiać wymagania… i okazało się, że jestem zbyt wymagająca, że zbyt dużo oczekuję (choć to on mówił o rodzinie i dzieciach na dzień dobry) I strasznie (oczywiście SMS-owo) oburzał się, gdy chciałam zwolnić tempo. Potem dowiedziałam się, że to ja narzuciłam zbyt szybkie tempo… Potem dostałam SMS-a, że stracił nad tym kontrolę i nie odebrał już telefonu…

Nie wiem, żal mi go, czegoś szuka… Żal mi, bo było mi z nim dobrze. Żal mi, ponieważ wywrócił mój światopogląd do góry nogami. Po prostu pokazał, że można być wyrachowanym manipulantem… Zadaję sobie pytanie: czy udawał czułość...? Nie wiem. Wiem, że ma prawdopodobnie inne konta na Sympatii, gdzie podaje się za żonatego mężczyznę, który szuka seksu. I to jest chyba szczere… Przykro mi, że ma dziecko i ciekawe, jak je wychowa, co mu opowie o życiu… Że dobrze jest wykorzystywać uczciwe dziewczyny, mamiąc je banałami…?

Nie wiem, szkoda, wielka szkoda…. To co zrobił jest nieładne, wolałabym tego nie przeżywać… Nie ma mnie już na Sympatii i pewnie tam nie wrócę. Może dlatego, że to jednak ucieczka od rzeczywistości w marzenia, przynajmniej na jakiś czas…

Nikogo nie chcę oceniać, nikt nie wyłudził ode mnie pieniążków, nie zostałam w ciąży. A jednak czuję się złamana psychicznie… Przeżywam to oszustwo i to, że można tak perfekcyjnie okłamywać… Te kilka rzeczy, które napisałam, może kogoś ostrzegą… Warto na to zwracać uwagę, jeśli ktoś nadal chce poznać kogoś przez Sympatię na dłużej… Jeżeli to ma być tylko namiętny romans, to warto o tym powiedzieć na początku - niektórzy lubią fajerwerki i mają do tego prawo… A druga strona ma prawo wybrać, czy to jej odpowiada…

Ale prawda jest taka, że nie da się budować związku, nawet romansu, na kłamstwie. Jedna ze stron zawsze będzie poszkodowana… A nawet zraniona tak, że zadra może pozostać do końca życia…

Wbrew tytułowi, który mógłby sugerować, że polecam mężczyznom lekturę ułatwiającą im polowania na Sympatii i w innych serwisach randkowych – do zapoznania się z tym tekstem zachęcam przede wszystkim kobiety. Bo czytając go, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że wiele tych metod już „widziałem” w praktyce: w wielu relacjach, jakie w swoim czasie od Was otrzymywałem. Właśnie na portalach randkowych. Zastanówcie się więc, drogie Panie, jak wiedzę dedykowaną mężczyznom – wykorzystać we własnej obronie. Może wtedy mniej będzie się pojawiać opinii na forach, że znowu jakiś oszust złamał komuś życie. Nie wspominam o tym krytycznie czy wyniośle. Naprawdę liczę na to, że przynajmniej część z Was nie da się oszukać w tak prosty i – bądź co bądź – skuteczny, choć pretensjonalny sposób.

Zapraszam do lektury artykułu z portalu Gazeta.pl (dodatek do „Gazety Wyborczej” – „Wysokie Obcasy”) – kliknij w link.

Zachęcam do lektury wiadomości opublikowanej na stronie internetowej Komendy Stołecznej Policji (www.policja.waw.pl). Jeżeli się nie mylę, informacje o tym mężczyźnie pojawiały się również w komentarzach na naszym blogu oraz na kilku forach w internecie.

Kobiety poznawał poprzez portale społecznościowe. Mówił im, że potrzebuje pieniędzy na działalność gospodarczą lub operację ojca w szwajcarskiej klinice. Nakłaniał je do zaciągania kredytów oraz zakupu telefonów komórkowych. Jak ustalili policjanci, za zdobyte w ten sposób pieniądze wynajmował luksusowe auta i mieszkania. Prowadził wystawny tryb życia. Wpadł w ręce kryminalnych z komendy stołecznej Policji późnym wieczorem na Woli. Od wielu lat jest doskonale znany Policji z oszustw i kradzieży. [...]

Przeczytaj cały artykuł: Wpadka oszusta matrymonialnego (tekst, zdjęcie oraz materiał filmowy)

Obecnie mężczyźnie postawiono cztery zarzuty, jednak oszukanych kobiet może być więcej, dlatego policja prosi wszystkie osoby poszkodowane przez Konrada K. o zgłaszanie się do Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji pod nr tel. 22-603-77-20.

Użytkownik Sympatii.pl, uzależniony od zdobywania kobiet i manipulowania ich emocjami. Występował już na portalu pod wieloma nickami. Krąży między Krakowem a Warszawą, uwodząc kobietę za kobietą. Każdej wyznaje dozgonną miłość, obiecuje wspólne życie. Każdą oszukuje. Typowy mężczyzna?

Tym razem będzie nietypowo. Chciałbym poprosić mężczyzn odwiedzających blog o wypowiedź nie na temat „Rosjanek”, lecz… jednego z Was – mężczyzn z serwisu randkowego Sympatia.pl. Spróbujecie pomóc mi go zrozumieć?

Co zostawił po sobie?
Na jednym z forów aż roi się informacji na jego temat. Obraz człowieka, który z nich się wyłania jest wyjątkowo nieprzyjemny. Nie wiadomo, czy to zwykły oszust, spełniający się w notorycznym kłamstwie i uwodzeniu kogo tylko się da, czy nieszczęśnik uzależniony od fałszywej kreacji i seksu. Z pewnością człowiek próżny i pozbawiony empatii. Kobiety wymieniające się informacjami na jego temat z przerażeniem dostrzegły, że spotykał się z nimi w tym samym czasie. Każda wierzyła, że jest „tą jedyną”. Każda boi się, co zostawił jej po sobie – poza zawiedzioną nadzieją, zranioną dumą i złymi wspomnieniami.

Lawina ruszyła…
Jedna z nich odwiedziła go w ostatnich dniach – chciała odebrać należącą do niej rzecz, zostawioną w jednym z wynajmowanych przez niego mieszkań. Był w domu z kolejną kobietą. Nie miał odwagi wyjść i spotkać się z nią twarzą w twarz. Przerażony wezwał policję, by zajęła się „jedyną” i „ukochaną” do niedawna kobietą. Nieskutecznie. Wszystkim tłumaczy, że krytyczne opinie na jego temat to zemsta byłej partnerki. I to by się zgadzało – tyle że nie jednej, a wielu. Bardzo wielu. Na forum próbuje się ratować, kasując kolejne posty związane z jego osobą. Za późno – lawina już ruszyła.

Mężczyzna czy samiec?
Czy jest mężczyzną? Odpowiedzialnym, myślącym logicznie, rozsądnym? Czy jest tylko prostym samcem, kierującym się instynktem zastępującym rozum? Kogo oszukuje częściej – uwodzone kobiety czy siebie samego? Co mu daje uprawianie seksu z co rusz to inną kobietą? Czy to intelektualnie karłowaty Casanova z prowincjonalnego podwórka, czy zdobywca kierujący się wyrachowaniem i pragnieniem emocjonalnej dominacji? Kim jest Waszym zdaniem, Panowie?

Jest Was tu wielu. Może pomożecie mi znaleźć odpowiedzi na te pytania?

Zachęcam do przeczytania wpisu na blogu „Sympatia – randki, miłość i oszustwa”: Oszust z Ghany – scammerzy piszą do kobiet. Okazuje się, że nie tylko mężczyźni padają ofiarą scammerów. Warto to przemyśleć.